Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malarz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lutego 2016

Roch Urbaniak „Historie dobrze opowiedziane”


























W mojej sztuce zajmuję się malarstwem narracyjnym. Obrazy, które maluję służą opowiadaniu historii, a odbiorca może po nich wędrować, za przewodnika mając własną wyobraźnię, oraz bardzo często napisane przeze mnie teksty, dołączone do poszczególnych płócien. Tak było w wypadku mojej wystawy dyplomowej, w której malarstwem poszukiwałem wspólnych wątków w mitologiach różnych kultur, czy wystawy w USA, „Fables”, gdzie ilustrowałem historie i opowieści zasłyszane w różnych rejonach świata. Uważam, że sztuka w swoich najbardziej pierwotnych założeniach służyła człowiekowi jako narzędzie do opowiadania o świecie i dbania o to by te historie nie zostały zapomniane. 


Staram się odpowiedzieć sobie na pytanie - malarstwo czy ilustracja? Kiedyś pojęcia niemal tożsame, teraz wydają się być od siebie dużo bardziej odległe. Dla mnie opowieść i obraz zawsze współistniały w jednej płaszczyźnie. Malarstwo służy opowiadaniu historii, a historie inspirują malarstwo. Razem służą temu żebyśmy mogli odwiedzić miejsca i sytuacje których jeszcze nie znamy. 































Dlatego na wystawie w Magazynie Kultury pokażę moje obrazy właśnie jako ilustracje, wydruki, którym towarzyszyć będą napisane do nich opowieści. Zmienia się format i medium, ale historia zostaje ta sama. 
Towarzyszyć im będą oryginalne prace wykorzystane przy tworzeniu komiksów o Papierniku i Nataradźy. Małe formy malarskie mające od początku służyć jako ilustracje spotykają się z pomniejszonymi obrazami, które ilustracjami dopiero się stają. 
























































ROCH URBANIAK
Urodzony w Krakowie w 1986 roku. W 2011 ukończył z wyróżnieniem wydział malarstwa na   Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, a jego praca dyplomowa prezentowana w Pałacu Sztuki została odznaczona medalem Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych. Malarstwem chce opowiadać historie, zaczerpnięte z legend, baśni, mitologii i swoich własnych podróży. I tak właśnie traktuje swoje obrazy, jako formę opowieści. Dlatego dużą wagę przywiązuje do warsztatu oraz jakości technicznej dzieła, starając się łączyć malarstwo realistyczne z elementami fantastycznymi. 




Wystawy:

2016  
wystawa grupowa Magical Dreams III, Centrum Promocji Kultury, Warszawa 
2015  
wystawa grupowa Magical Dreams III, Beskidzka Galeria Sztuki, Szczyrk 
wyróżnienie na 26 Międzynarodowym Festiwalu Komiksów i Gier w Łodzi
2014  
Grand Prix na 25 Międzynarodowym Festiwalu Komiksów i Gier w Łodzi 
wystawa grupowa na 25 Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Amadorze, Lizbona, Portugalia 
wystawa grupowa, Galleria Principle, Charleston, USA 
2013  
wystawa grupowa „Do Trzech Razy Sztuka” Galeria Vauxhall, Krzeszowice, Polska 
2012  
wystawa indywidualna „Fables” Pienkow Art Gallery, Knoxville, USA
wystawa indywidualna, rezydencja Ambasadora Victora Ashe, Knoxville, USA
wystawa grupowa „Contemporart”, Galleria Mentana, Florencja, Włochy  
2011 
wystawa grupowa „Art of Poland: the collection of Ambassador of United States Sir           
Victor Ashe” Downtown Gallery, Knoxville, USA
wystawa najlepszych dyplomów, Pałac Sztuki, Kraków, Polska 
2010  
wystawa grupowa, Galeria IROK , Horst, Holandia 
nagroda specjalna na międzynarodowym konkursie malarskim „Nescafe KafetexNES” Ateny, Grecja 
wystawa indywidualna „PTGT” Kreatura Gallery, Kraków, Polska 
2009  
wystawa grupowa „Famous Fantastic Caprices” TAF Art Foundation, Ateny, Grecja     
międzynarodowa wystawa „MAKROART” Ateny, Grecja
wystawa indywidualna „Makowa Panienka” Galeria Kreatura, Kraków, Polska

sobota, 18 sierpnia 2012

Iwona Banaszewska

 (fragment)
 (fragment)
 (fragment)
Iwona Banaszewska
Malarstwo
Wernisaż w sobotę 18 sierpnia 2012 o godz. 18.00
Wystawa 18.08 - 23.09.2012
Iwona Banaszewska jest laureatką nagrody specjalnej przyznanej przez dyrektora Galerii Miejskiej bwa w Bydgoszczy Wacława Kuczmę w Ogólnopolskim Przeglądzie Malarstwa Młodych "Promocje 2009" w Legnicy. Nagrodą jest wystawa w bydgoskiej Galerii.

piątek, 17 sierpnia 2012

Paweł Lewandowski-Palle WIELOOBRAZOWOŚĆ

Wystawa 18.08 - 23.09.2012

Zapraszam na wystawę malarstwa prof. Pawła Lewandowskiego - Palle zatytułowaną "Wieloobrazowość". Artysta ma w swoim dorobku ponad 50 wystaw indywidualnych oraz ponad 300 zbiorowych. Zdobył kilkadziesiąt nagród i wyróżnień. Od 1978 jest pracownikem naukowo-dydaktycznym ASP we Wrocławiu, gdzie obecnie prowadzi Pracownię Technologii Malarstwa Sztalugowego i Technik Malarskich. W 2002 roku uzyskał tytuł naukowy profesora sztuk plastycznych, a od 2004 roku jest profesorem zwyczajnym. Mieszka w Łazieńcu koło Ciechocinka, tworzy w nurcie strukturalizmu wrocławskiego.
"Obraz malarski powstaje we mnie z wielu zjawisk i przemyśleń; jest przede wszystkim refleksją inspirowaną problemami czasu, sztuki i wydarzeń toczącego się życia, rodzącą się nagle i dojrzewającą do czasu zmaterializowania. W chwili rozpoczęcia malowania nie znam ostatecznego kształtu, bowiem pomysły krystalizują się w długim procesie malowania. Przesłanie, idea, zawartość treściowa dzieła zmienia się, stając się często odległą od zamierzenia." - pisze Paweł Lewandowski - Palle w "Autokomentarzu" do katalogu wystawy.




Artysta tworzy w wieloletnich cyklach, z których najważniejsze to: Talizman, Obrazy syntetyczne, Długa i kręta drogaMój CiechocinekWisłaCała jaskrawość – druga jaskrawośćNocny ogródSchody do niebaProwokacja B., 13 grudnia 1981Powrót do mojej ojczyznyCoraz głębsza noc, Konstrukcje pamięci, Sytuacje przeszłego piękna, WydarzeniaObrazy strukturalneGóry oraz Błękit.


A obok przykłady prac o nieco innej proweniencji. Zupełnie inny kierunek poszukiwań malarskich. 

niedziela, 29 lipca 2012

Marian Waldemar Kuczma

Marian Waldemar Kuczma urodził się w 1967 r. w Sanoku. Uczęszczał do Liceum Plastycznego w Miejsca Piastowym (specjalizacja - snycerstwo).  W latach 1988-93 studiował na Wydziale Malarstwa, Grafiki i Rzeźby w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. W 1993 r. uzyskał dyplom z wyróżnieniem w pracowni malarstwa prof. Józefa Hałasa i prof. Mieczysława Zdanowicza. Obecnie prowadzi pracownię dyplomującą z malarstwa. Od 2008 r. jest kierownikiem Katedry Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu.



W Muzeum Historycznym 
w Sanoku ma miejsce 
wystawa tych oto prac.



░▼


 Autor o swoim malarstwie:
„Nie wytyczam sobie sztywnych ram i obszarów inspiracji. Staram się być niezależnym od wykalkulowanych doktryn i zasad czy przyjętych a priori koncepcji ikonograficznych. W trakcie malowania często pojawiają się nowe pomysły i koncepcje. Wchodząc w przestrzeń obrazu, wydają się być bardziej atrakcyjne niż powód, dla którego rozpocząłem pracę nad płótnem. Eliminuję je - wychodząc z założenia, że za wszelką cenę muszę realizować swój pierwotny zamysł - ten, który został nakreślony w szybkim szkicu na kartce papieru i do którego odnoszę się w trakcie malowania. Proces malarski jest dla mnie rodzajem złożonej, osobistej gry, potrzebą utrzymania (w trakcie pracy i poza nią) niesłabnącej aktywności, jest rodzajem penetracji obrazu i odczuwania jego wewnętrznego pulsowania.”*


*tekst zaczerpnięto z publikacji Muzeum Historycznego w Sanoku

niedziela, 1 lipca 2012

Leszek Dutka w Galerii Żywej

Leszek Dutka - nestor polskiego malarstwa, absolwent krakowskiej ASP w pracowni Hanny Rudzkiej-Cybisowej. Malarz materii, lubujący się w deformacji, ekspresji, eksperymentujący na teksturach, ceramik, animator życia artystycznego. W 2006 roku otrzymuje odznaczenie "Gloria Artis". 

Głowa, 1980.

"To, co się obecnie dzieje w sztuce, te wszystkie nowe media, tak bardzo mnie nie interesuje. Uważam, że malarstwo czy grafika jeszcze nie wyczerpały swoich możliwości. Nie jestem jednak hermetyczny na różne zjawiska. Też szukam nowych środków wyrazu, choć raczej pozostałem wierny figuracji. Moją dewizą jest podświadomość i spontaniczność" – powiedział kiedyś w jednym z wywiadów Leszek Dutka – malarz, rysownik, rzeźbiarz, ceramik i poeta.  Prace te zostały pokazane w Galerii Żywej Muzeum Narodowego w Krakowie.


Portret córki, lata 80.

Głowa, 1990.

Postacie, 1993.

Postać w czerwonym kapeluszu, 1990.

Zaułek, 1959.

Bez tytułu (ludzie), 1956.

W tramwaju, 1956.



środa, 13 czerwca 2012

Andrzej Wróblewski - wyjątkowa formuła malarstwa figuratywnego

W ramach "Galerii żywej" Muzeum Narodowe w Krakowie prezentuje prace Andrzeja Wróblewskiego. Poniżej krótki biogram artysty, cytuję za artinfo.


Andrzej Wróblewski - urodził się w 1927 r. w Wilnie, był synem profesora prawa i artystki-grafika. W latach 1945 -1952 studiował malarstwo w ASP w Krakowie oraz historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 1946 brał udział w wystawach, od roku 1948 zajmował się także publicystyką, głównie z dziedziny sztuki. W latach 1950 - 54 pełnił funkcje asystenta w krakowskiej ASP w pracowniach m.in. prof. Radnickiego i prof. Rudzkiej-Cybisowej. Zmarł 23 marca 1957 na samotnej wycieczce w Tatrach.   











piątek, 8 czerwca 2012

Grażyna Smalej. Właściwość wody

W Mostowa ArtCafe spotykam się z Grażyną Smalej. Od dawna chciałem przeprowadzić rozmowę z artystką o jej obrazach. Okazja przydarza się u progu lata. Jeszcze do połowy czerwca można oglądać jej niezwykłe obrazy w tymże miejscu. 

Grażyna Smalej jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom w 2001 r. w pracowni prof. Jacka Waltosia. Laureatka wielu nagród i stypendiów. Wystawa w Mostowa ArtCafe jest jej dziewiątą wystawą indywidualną.  




WYWIAD

Rafał Małecki: Znajdujemy się w Mostowa ArtCafe w otoczeniu Twoich obrazów. Do połowy czerwca można tu oglądać wystawę Twoich prac pod tytułem 1/500 s i dłużej. Skąd ten tytuł?

Grażyna Smalej: Jedna pięćsetna sekundy to czas jakiego potrzebuje mój aparat fotograficzny, przy dobrym nasłonecznieniu, aby zarejestrować obraz. Mniej więcej połowa prac na tej wystawie przedstawia te jedne pięćsetne sekund, które przeżyłam, a które, gdyby nie szybka migawka aparatu, umknęłyby mojemu oku. Tylko fotografia jest w stanie zatrzymać ten zmienny i ruchliwy żywioł jakim jest woda w formie, o jakiej zwykle nie mamy pojęcia. Fotografia w moim malarstwie odgrywa ważną rolę zarówno jako narzędzie, szkic i może przede wszystkim jako inspiracja, ponieważ doskonale uświadamia ulotność chwili, a upływ czasu jest ostatnio moją, można powiedzieć, obsesją. Dlatego też w tytule wskazuję na czas.
Druga część wystawy to najnowsze obrazy, w których nie opowiadam już o konkretnych miejscach, chwilach, akwenach i postaciach, ale przedstawiam na nich nieuporządkowaną naturę, wodę, drzewa, za pomocą przypadkowych plam i nanoszę w tą scenerię ludzkie postacie, które są rojowiskiem drobnych form, jak w „Rzece genów”, nagromadzeniem malutkich kończyn i głów. One są już poza czasem jednostkowego życia, obrazują nieskończoność relacji człowiek – natura. To jest właśnie to tytułowe „dłużej”.
Głównym motywem są kąpiące się postacie, często dzieci, czas zabawy, wakacji, prostych radości. Ciekawe dla mnie jest to, że pomimo tego ogólnego wrażenia pogodności, słyszę od widzów, że jest tu jakaś groza, że za chwilę wydarzy się coś złego. Usłyszałam też porównanie do atmosfery filmu „Piknik pod wiszącą skałą”. Coś w tym jest, biorąc pod uwagę wspomniany temat przemijania, choć wydaje mi się, że w każdym obrazie, nawet jeśli nie widzimy bezpośredniego odniesienia do dramatu, do śmierci, znajdziemy ją. Na przykład dzbanek z bukietem pięknych kwiatów może być również postrzegany jako obraz śmierci (kwiaty za chwilę zwiędną). To zależy od tego kto patrzy i jak dalece rozwinie swoją interpretację.



 Kąpiel XLIX 2011, 115 x 130



Kąpiel XXXIII 2010, 115 x 140

Moja pierwsza myśl po obejrzeniu obrazów była taka: Te obrazy, to próba zatrzymania uciekającego życia.

Świetnie!

W życiu artysty, właściwie w życiu każdego człowieka kwestie egzystencjalne to istotny temat. Normalny, myślący człowiek musi konfrontować się z problemem przemijania, uciekającego życia. Malowanie, zatrzymywanie odczuć artysty na obrazie, taka stopklatka jest próbą przeciwstawienia się temu stanowi rzeczy.

Dobrze wyczułeś ten temat. Pewnie dlatego, że jesteś już po trzydziestce i masz dziecko.  Macierzyństwo czy ojcostwo – obserwacja swojego dziecka jak rośnie każe ci myśleć o przemijaniu. Wcześniej ten temat był mi obcy. 

Kiedy dokładnie sobie to uświadomiłaś? Była jakaś cezura?

Gdy moja córeczka miała jakieś trzy miesiące, zauważyłam, że co dzień robi coraz to inne rzeczy, zmienia się z godziny na godzinę. Właśnie przestała uderzać się bezwiednie rączkami w głowę, zaczęła się uśmiechać, a wkrótce może usiądzie, stanie na nogi. Jutro będę tęsknić za nią taką, jaką była dzisiaj. Pomyślałam wtedy: każdą chwilę trzeba mocno przeżywać, napawać się nią. Bo to nie tylko moja córeczka się zmienia, ale ja też się zmieniam. Każdego dnia wszyscy w pewnym sensie umieramy. To jest nieuchronne, to przeświadczenie jest trudne do zaakceptowania i musimy jakoś sobie z tym radzić. Sztuka jest rodzajem terapii – pozwala nie tylko utrwalić minione chwile, ale też przeżyć je na nowo. Gdy po powrocie z jezior maluję w krakowskiej pracowni, a na zewnątrz siąpi, wtedy od nowa przeżywam to, co wydarzyło się latem. 


 Kąpiel XL 2011, 115 x 140



Kąpiel XXXVIII 2011, 115 x 140

Czy to oznacza, że osoby na obrazach są postaciami rzeczywistymi? Jak dalece malowanie konkretnych osób ma dla Ciebie znaczenie w kontekście upływu czasu?

Moje wyjście w plener polega na tym, że podczas wakacji spędzanych z rodziną, stoję na brzegu z aparatem i obserwuję taflę wody z pomostem, jak scenę. Pojawiają się na niej bawiący się moi bratankowie, siostrzenice. Refleksja nad tym jak co roku się zmieniają, dorastają, jak szybko mija czas dzieciństwa, była jedną z przyczyn powstania tych obrazów. Tak, to jest ważne kto jest na tych obrazach, zwłaszcza w tych wcześniejszych. Ale jest też sporo anonimowych bohaterów płócien, którzy zostali przeze mnie podglądnięci.
Ktoś mógłby powiedzieć, że wystarczy przecież zrobić dzieciom zdjęcia i wkleić do pamiątkowego albumu. Jednak nie chodzi wyłącznie o pamiątkę. Spośród tysięcy fotografii, wybieram te, które mają uniwersalny charakter, mają malarski potencjał, które nie są gotowymi udanymi fotografiami i pewnie jeszcze z wielu innych powodów do końca nie uświadomionych, kiedy po prostu pojawia się taka konieczność, muszę to namalować i koniec. 
Wydruk fotografii nie jest w stanie zastąpić powierzchni płótna, koloru i faktury farby. Żadna drukarka nie odtworzy tego co można uzyskać na powierzchni płótna za pomocą farb, nie mówiąc już o tym, że niektórych kolorów po prostu nie ma w drukarskiej palecie. Dotkliwie się o tym przekonuję za każdym razem kiedy wykonuję dokumentację prac.
Nie czuję się też fotorealistką. Fotorealizm polega na absolutnym zawierzeniu obrazowi fotograficznemu i wyzbyciu się właściwości własnego warsztatu, na dokładnym przemalowaniu. Ja tego nie robię. Maluję z fotografii, ale nie używam rzutnika. Samodzielnie analizuję zależności wizualne, jak układa się światło na wodzie, jak marszczy się jej tafla w perspektywie, jak faluje, jak układają się krople w plusku. Często zmieniam kompozycję, układam ją z kilku fotografii i przede wszystkim lubię jak pomyli mi się pędzel i ten przypadek w procesie uda się wykorzystać. Stosuję wiele warstw w tych obrazach, i przezroczyste, i kryjące i grube faktury. Szukam malarskich skrótów. Niemniej muszę jeszcze raz podkreślić, że fotografia jest niezastąpiona w dostarczaniu mi materiałów do pracy. Niedawno nabyłam aparat wodoszczelny, który ukazał mi nowe widoki. Na przykład obraz „Solina” jest na podstawie zdjęcia, które powstało kiedy aparat był do połowy zanurzony w wodzie. 



 Solina 2011, 81 x 100


Kąpielisko 2012, 75 x 100


Te obrazy są nostalgiczne, kojarzą mi się z dzieciństwem, chlapanie się po jeziorach było kiedyś na porządku dziennym. Często kąpałem się na wsi w dzikiej rzece. Gdy na to patrzę i zastanawiam się ile upłynęło czasu, to pojawia się myśl, że życie kiedyś było proste, a teraz biegnie ciągle do przodu, jakby nie potrafiło się już zatrzymać.

Nad jeziorami czas wakacji to czas zupełnie wyizolowany, gdzie świat wygląda tak, jak dwadzieścia czy sto lat temu. Niewiele się zmieniło. Jest jezioro, las, polna droga – Arkadia. Czas poza wszystkim. Półnagi człowiek, blisko natury.
Twoje skojarzenia podziela wiele osób. Myślę, że duże znaczenie ma tutaj właściwy polskiemu pejzażowi odcień, światło. Tego nie znajdziesz na intensywnie kolorowych pluskach Davida Hockneya, czy na obrazach amerykańskich fotorealistów malujących wodę (Eric Zenner, Alyssa Monks).

Czy malownie wody z czegoś wynika, czy stoi za tym jakaś filozofia?

Cykl kąpieli maluję od 2002 roku i nazwałam go „Samorozpuszczenie”. Samorozpuszczenie to uczucie jakiego doznaje człowiek w kontakcie z wodą, stapiając się z pierwotną materią. Ciało traci wagę, rozgrzane wcześniej upałem, doznaje ukojenia i rodzaju znieczulenia. Doznaje szczęścia. Ten moment szczęścia chciałam namalować. Od tego się zaczęło. Z czasem temat ewoluował i powstały prace znad krakowskiego Zakrzówka, w których przeskalowywałam postacie ludzkie w stosunku do natury. Przeważa na nich wielka połać wody, okalające skały i drobinki ludzkich postaci, które ją nieznacznie zmieniają. Ostatnie lata to był już ten etap, o którym mówimy. Dotarłam do tematu wody jako metafory upływającego czasu i Heraklitejskiego „wszystko płynie” czy „nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki”. A poza samą filozofią wiele obrazów powstało z czysto malarskich powodów, bo woda jako zmienny i ruchliwy żywioł, będąca jednocześnie przezroczystą i lustrzaną daje milion przejawów piękna.

Cofnijmy się w przeszłość. Jak wyglądało twoje dojrzewanie twórcze od chwili, w której zaczęłaś zajmować się malarstwem? A przede wszystkim jak zaczęła się twoja przygoda z malarstwem?

Moje początki na polu twórczym nie były jakoś szczególnie spektakularne. Nie pochodzę z rodziny artystycznej i nie miałam w dzieciństwie intensywnych kontaktów ze sztuką. Raczej z naturą, bo wychowałam się na wsi. Wybór liceum plastycznego był raczej wyborem z ciekawości. Tam dopiero okazało, że mam dużą łatwość w odtwarzaniu rzeczywistości. Nie widziałam się jednak w roli artystki. Nawet kiedy zdawałam na malarstwo w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych myślałam bardziej o poznaniu różnych warsztatów niż o zostaniu wyłącznie twórcą. Brałam pod uwagę i grafikę, i rzeźbę, i scenografię, i ilustrację, etc.. Chciałam mieć wybór. Samo malowanie wydawało mi się dość mało użytecznym zajęciem. Skupiłam się w sensie dosłownym na studiowaniu warsztatu. Aż nadszedł czas, nazwijmy to „silnych emocji”. Puściłam wtedy te emocje w malarstwo i poczułam prawdziwą siłę sztuki. Pewnie ma tu zastosowanie freudowska koncepcja terapii przez sztukę i artysty jako typu produkcyjnego neurotyka (uśmiech).



 Rzeka genów 2012, 110 x 130


Skok 2012, 50 x 60

Porozmawiajmy o tematach i technikach. Kiedyś malowałaś portrety, pewne sytuacje, było to dosyć realistyczne malarstwo. Czy miałaś pewne konkretne okresy twórcze? Jak się uczyłaś malarstwa?

Realizm, studiowanie natury był i jest moim punktem wyjścia, oparciem. Jest dla mnie ćwiczeniem oka i ręki, ale też badaniem i poznawaniem rzeczywistości. Co jakiś czas wracam do pracy bezpośrednio z natury. Jak portret czy akt to z żywego modela. Pokorna obserwacja. Równolegle z realistycznymi obrazami malowałam serie, w których przestrzeń była umowna, bardziej ze sfery snów, takie odpryski rzeczywistości – tak jak w cyklu „Przejścia” czy „Sny Marii Stuart”. 
Nie przywiązuję się jednak do jednej konwencji, ruchliwość jest wyzwalająca. Zmieniam konwencję, jeśli pojawia się taka konieczność, jeśli temat tego wymaga. Warsztat realisty jest w tym bardzo pomocny. 

Jakie motywy dominowały?

Z tymi motywami także byłam kiedyś dosyć ruchliwa (uśmiech). Często miałam kłopot ze skomponowaniem wystawy, by prezentowała jednorodny cykl. Myślałam pojedynczymi obrazami. Poza „Samorozpuszczeniem” żadna inna seria się tak nie rozrosła.

Jakimi technikami malujesz?

Maluję akrylami i olejami. W zasadzie wszystkie te obrazy olejne mają podmalówki akrylowe. Akryl szybko schnie – to mi się bardzo podoba – i dzięki temu mogę w krótkim czasie opracować wstępnie płótno za pierwszym podejściem. Ważne dla mnie jest to, by pierwszą warstwę mieć gotową za pierwszym podejściem. A warstw zwykle jest wiele. Ostateczne są zawsze te olejne, ponieważ mają bardziej szlachetne kolory, nie do zastąpienia. Akryl daje jednak też inne niż olej możliwości, inaczej pokrywa płótno. Na przykład farba akrylowa tworzy bardziej intensywne zacieki niż farba olejna. A ostatnio formy zacieków mocno mnie zajmują, śledzę zasadę kropli, jak to sobie nazwałam. Np. w obrazie „Skok” nie uzyskałabym takiego efektu w technice olejnej. Chlusnęłam tutaj kubłem wody na płótno i obserwowałam co powstaje. Takich zalewanych płócien powstaje sporo, ale większą cześć odrzucam, bo nie każdy przypadek da się uporządkować.
Maluję też gwaszami na papierach. Można było zobaczyć ich dużą część w styczniu, w krakowskiej galerii Pod Czarnym Kotem. 

Lubisz sprzedawać obrazy?

Z tymi najnowszymi nie bardzo lubię się rozstawać. Wolę odczekać parę miesięcy, przyjrzeć się z dystansu. A potem to już niech idą w świat. Nie powinny podpierać ścian w pracowni (uśmiech).

A jakie masz plany malarskie i gdzie widzisz siebie za dziesięć lat?

Mam konkretne plany, które mnie „pilą” na następnych parę miesięcy. Motyw ludzkiej postaci i drzew. Zatem nadal pozostaję w temacie relacji człowiek-natura. Ale za dziesięć lat… widzę siebie –  no nie wiem – może jak portretuję angielską królową do pasa w wodzie? (śmiech).