Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 lutego 2016

KEYMO stworzyła GOTLIP (wywiad)

KEYMO (fotografka, kreatorka mody, malarka) tym razem w roli reżysera klipu modowego opowiada o swojej przygodzie. Tak oto powstała kolekcja marki GOTLIP.



























Skąd pomysł na projekt HAXAD?

Najpierw było Gotlip i kolekcja ubrań na jesień/zimę 2014/2015. Powstała wtedy spójna wizja kobiety i świata, w którym ona funkcjonuje. Brązy, szarości, ciepłe tkaniny wełniane, szerokie spódnice, bolerka i świat, w którym jest trochę oniryzmu, lasu i magii. Kobieta Gotlip potrzebowała zmaterializowania. Haxad to obraz, materia, symbol, przestrzeń, muzyka, które tylko czekały na to, by je połączyć, ubrać i ożywić. Pomyślałam, że to może być przyjemna przygoda, uczta estetyczna i zdobycie nowego doświadczenia w sferze filmowej stylistyki. Ponieważ lubię uczyć się nowych rzeczy, eksperymentować, z zapałem zaczęłam realizować Haxad, kompletować zdolnych ludzi i pisać scenariusz.

Ważne było dla mnie, aby projekt trzymał poziom, dlatego starałam się zarazić pomysłem ludzi, którzy są kreatywni, mają potrzebne umiejętności i również lubią wyzwania. Realizacja projektu była trudna i niepewna dlatego, że nie dysponowałam budżetem. Ale udało się!

Co kryje się pod tą tajemniczą nazwą?

Haxad to swobodne połączenie dwóch słów: haxen – wiedźma. Wald – las.

Przybliżmy nieco twórczość KTLH. Jaka to muzyka, jak doszło do Waszego spotkania?

Kiedy pojawiał się pomysł na projekt Haxad i konieczność współpracy z muzykiem, której efekt miał być niebanalny i na poziomie, zaczęłam szukać w pamięci ludzi, których mogę znać albo o których słyszałam, że robią coś sensownego. Wtedy skojarzyłam KTLH. Zapoznałam się trochę bliżej z jego twórczością i zaproponowałam współpracę. KTLH tworzy muzykę elektroniczną, eksperymentuje w swoich muzycznych kompozycjach. Obok ambitnego, eksperymentatorskiego podejścia jest również osobą, która potrafi rozkołysać tłumy i sprawić, że ludzie dobrze się bawią podczas jego mrocznego, rytmicznego grania. Miałam okazje być na imprezie, na której grał KTLH i przyznam, że bawiłam się znakomicie.








Stylizacja w klipie opiera się na projektach Gotlip. Opowiedz coś o tych kreacjach oraz scenariuszu.

Scenariusz Haxad wypływa w sposób konsekwentny z koncepcji i wizji kolekcji Gotlip. Niszowej marki odzieżowej, która robi rzeczy w jednym egzemplarzu. Trochę niedzisiejsze kroje, ciepłe brązy poprzetykane zimnymi błękitami i grafitowymi szarościami. Nietypowe połączenie koronki i wełny czyli te wszystkie elementy, które charakteryzują kolekcje dały efekt ciężkiego do osadzenie w panujących obecnie modach stylu, który idealnie opisuje świat poza czasem, świat wyobraźni i snu. Tu mieszają się i łączą rzeczy, które na pozór połączyć się nie mogą. Tu estetyka wykracza poza sezonowe mody, jest bardziej nieuchwytna i trudna do skatalogowania. Można jedynie mieć ciągłe skojarzenia do tego, co się zna lub do tego, co być może kiedyś się przyśniło.

Bohaterkami Haxad są trzy kobiety, leśne lalki, każda mieszka w innej części lasu, każda ma swój świat, każda ma swoją gamę barw, odrębne atrybuty i magiczne przedmioty. Jedna mieszka w świece wiatru, druga w świcie dymu, trzecia potrafi tkać delikatne pajęcze nici. Wychodzą sobie na spotkanie, każda biegnie w umówione miejsce. Każda z nich pokonuje charakterystyczną dla siebie drogę, która rządzi się prawami przypisanymi konkretnej bohaterce. Podczas drogi poznajemy je i las, w którym żyją. Każda jest inna, choć wszystkie są częścią tego samego świata.

Jak wyglądała realizacja klipu?

Realizacja klipu bardzo przypominała moje sesje zdjęciowe. Jednym słowem skupieni w jednym miejscu ludzie, z którymi chcę współpracować, z którymi łączy mnie chęć stworzenia czegoś wartościowego wpływają wzajemnie na siebie, inspirują się, energia miesza się i jest bardzo kreatywnie. Pomysły same wpadają do głowy, przychodzą nowe nieoczekiwane rozwiązania, wszystko jest płynne, czeka na nieskrepowane reagowanie.
Można powiedzieć, że zebrała się grupa zapaleńców, dla których są jeszcze na tym świecie rzeczy równie ważne jak pieniądze, a może nawet ważniejsze. Modelki, które brały udział, były dziewczynami, z którymi współpracowałam już wielokrotnie, wiedziałam że każda wniesie do tej historii cząstkę swojej energii, że mogę na nie liczyć, że mnie nie zawiodą. Z Rafałem Małeckim, operatorem rozumieliśmy się bardzo dobrze, co pozwalało na szybką efektowną pracę, zgadzaliśmy się ze sobą bez słów. Takie zrozumienie bardzo ułatwia pracę.

Klip pojechaliśmy kręcić w Góry Lasochowskie. Trochę tam pomieszkuję i bardzo dobrze znam okoliczne lasy, opuszczone domy, każda lisią norę. To pozwoliło mi bardzo dokładnie zaplanować dzień zdjęciowy, podzielić czas na plany w klipie, tak żebyśmy byli w stanie nagrać całość w jeden dzień. Przedmioty potrzebne do klipy same wpadały nam w ręce, niektóre były w moim domu, inne leżały na ogrodzie, inne czekały na nas w lesie. Dzień był intensywny, wypełniony po brzegi, ale nikt nie miał poczucia przykrego obowiązku czy nieefektowności. Miałam wrażenie, że wszyscy czerpią przyjemność z bycia tu i teraz, i brania udziału w tym projekcie. Tym bardziej, że na wymierne korzyści nikt nie mógł liczyć, gdyż projekt był non-profit.

Można powiedzieć, że zebrała się grupa zapaleńców, dla których są jeszcze na tym świecie rzeczy równie ważne jak pieniądze, a może nawet ważniejsze. Modelki, które brały udział, były dziewczynami, z którymi współpracowałam już wielokrotnie, wiedziałam że każda wniesie do tej historii cząstkę swojej energii, że mogę na nie liczyć, że mnie nie zawiodą. Z Rafałem Małeckim, operatorem rozumieliśmy się bardzo dobrze, co pozwalało na szybką efektowną pracę, zgadzaliśmy się ze sobą bez słów. Takie zrozumienie bardzo ułatwia pracę.

Co jest dla Ciebie ważne w tym projekcie?

Cieszę się ogromnie, że od pomysłu udało się dojść do wartościowej realizacji. Często pomysły kończą się i zaczynają w naszej głowie, nigdy nie materializując się. Bardzo ważne jest dla mnie to, czego nauczyłam się podczas pracy nad Haxad, każdy etap był lekcją, pisanie scenariusza, praca na planie z ludźmi, myślenie ruchomym obrazem, montaż, sesje muzyczne z KTLH. Każdy z tych etapów jest inny, rządzi się własnymi prawami, to była bardzo cenna lekcja, której pewnie nie udałoby mi się nigdzie indziej nauczyć.


I przede wszystkim ważny jest dla mnie efekt końcowy. Haxad jest wielowymiarowy, pod każdym względem. Można go uznać za klip modowy, za teledysk muzyczny, ale też za miniaturę filmową. Estetyka i historia wzajemnie się uzupełniają. Myślę, że nie mamy czego się wstydzić, wręcz przeciwnie.




wtorek, 11 września 2012

Gummo Photos - młoda polska fotografia

Właśnie zaczął funkcjonować bank fotografii młodych polskich twórców. Mowa o projekcie Gummo Photos. Dlaczego to ważny projekt? Gdyż jest to narzędzie, które pozwala po atrakcyjnych cenach nabywać polską fotografie artystyczną. Założeniem jest wspieranie naszych młodych i zdolnych. W tej chwili w portfolio znajdują się pracę następujących artystów fotografików: Yulka Wilam, Sonia Szóstak, Marcin Filipowicz, Joanna Gorlach, Dorota Kaczmarek oraz Marcin Kosakowski . Zachęcam do kupowania i wspierania sztuki!






niedziela, 19 lutego 2012

Eva i Adele


W MOCAK-u wystawa dokumentująca działania artystyczne EVY & ADELE. Artystki funkcjonują jako dzieło sztuki, tak chcą być postrzegane. Występują razem od 1991 roku, kiedy pojawiły się na otwarciu wystawy Metropolis w Martin-Gropius-Bau w Berlinie. Od tego czasu biorą udział w licznych akcjach, m. in. Biennale w Wenecji, documenta w Kassel czy Targi Sztuki w Bazylei.
Najważniejsza myśl, którą warto wspomnieć przy tej okazji jest prawo jednostki do robienia z własną płciowością dokładnie tego, na co ma się ochotę. Tak na otwarciu mówiła dyrektorka Anna Maria Potocka. SEDNO!















niedziela, 23 stycznia 2011

Grzegorz Ziemiański o Nowej Hucie


A dziś fotografik i fotoreporter Grzegorz Ziemiański opowiada o swojej fascynacji Nową Hutą:


Fotografia u mnie tak na prawdę zaczęła się jakieś 10 lat temu. Mniej więcej wtedy, gdy całe śródmieście Krakowa zbliżało się do punktu kulminacyjnego w swoim stereotypie "morderczej Nowej Huty". Sięgając daleko wstecz, jak każdy dzieciak urodzony i wychowany w Nowej Hucie przesiadywałem na podwórkach, kopałem w piłkę, odkrywałem coraz dalsze (głębsze i wyższe także) zakątki mojej okolicy. Oprócz zwykłych zaczepek nigdy nic się tak na prawdę nie działo. Nikt nikomu kosy pod żebro nie pchał. Jeśli już były jakieś bójki to zawsze honorowo, na pięści, do pierwszej krwi. Dostałeś w twarz i sprawa była raz na zawsze zakończona. Dawny stereotyp z czasów brygad Służby Polsce był ledwie wygodnym hasełkiem, aby coś o Nowej Hucie napisać. Wydarzyły się nieszczęścia i jak hieny pojawiły się media. Przodowała w tym chyba "Uwaga!" TVNu. Regularnie ekipy filmowe przyjeżdżały do nas szukając tanich sensacji i z wyolbrzymionych statystyk policyjnych czyniąc temat przewodni swojej ramówki. Skoro największy zaklinacz narodu - szklany ekran - twierdził, że w Hucie jest najgorszy element, to społeczeństwo łatwo powróciło do haseł znanych z lat pięćdziesiątych. Pamiętam do dziś film dokumentalny z 1997r pt. "Starsza siostra Krakowa" gdzie w 18 minucie i 40 sekundzie pan około czterdziestu lat w prochowcu, owinięty szalem, w ręku błyskający na pokaz jakimś tomikiem poezji uwłacza Hucie i jej mieszkańcom twierdząc, że powinno się ją "zrównać z powierzchnią, a na odzyskanej ziemi zasadzić lasy i przedłużyć Puszczę Niepołomicką". Od tego czasu tak dla mnie właśnie jawi się rdzenny mieszkaniec Krakowa-Śródmieścia. "Ą-Ę", muchy w nosie z wiedzą otaczającego go świata zaczerpniętą tylko ze stron prasy codziennej czytanej w zaciszu Noworola z widoczkiem na Mariacki.


Po tym przydługim wstępie, gdzie nakreśliłem ogólny dla mnie wówczas stan emocjonalny przejdę może do fotografii.

W pewnym momencie postanowiłem sprzedać co miałem wartościowego i kupić sobie dobry aparat. Nie wiem skąd się wziął ten impuls. Mama twierdzi, że we mnie jest jakaś "dusza artysty" i zamiłowanie do radykalnych decyzji. Zatem kupiłem ten aparat i zacząłem fotografować. Oczywiście, że ze względu na to, co wszyscy dookoła twierdzili fotografowałem w kontrze do powszechnej opinii. Ja widziałem Nową Hutę piękną. Widziałem w niej wspaniałych ludzi i cudowne miejsca. Moje zdjęcia trywialne i proste powoli zaczynały się podobać. To tu, to tam ktoś pisał, że jest dobrze, żebym dalej pracował i coś z tego będzie. W dwa lata po zakończeniu studiów nadszedł czas podjęcia decyzji. Fotografia z hobby stawała się powoli moją obsesją. Porzuciłem dotychczasową pracę, gdzie dzielnie uczestniczyłem w "wyścigu szczurów", będąc wyżymanym w jednej z krakowskich agencji aktorsko-reklamowych w dość kabaretowy sposób (i już wszyscy wiedzą o kim mówię, ale reklamy im nie będę robił) i zatrudniłem się w laboratorium fotograficznym. Równocześnie zacząłem studium podyplomowe z fotografii na Politechnice Krakowskiej gdzie wykładał im.in Zbigniew Łagocki. Co się działo dalej - jest mi ciężko już porządkować chronologicznie, bo to było, jednym słowem, szaleństwo. Wspólnie z ówczesnym nowohuckim aktywistą, Maćkiem Twarogiem, stworzyliśmy najdynamiczniejszy portal nowohucki - Nowa Huta Non Stop. Rzeczywiście było "non stop" - po pracy leciałem, trzaskałem foty, na następny dzień wywoływałem, skanowałem i wysyłałem, a zaraz potem ludzie czytali. Wystartowałem wtedy też z pierwszym nowohuckim fotoblogiem. Nikt nie prowadził wówczas fotobloga, który na prawdę byłby poświęcony tylko tej dzielnicy. Maciek jako radny ciągle walczył o Hutę w magistracie - ja "łoiłem" na ulicy. Był to czas nowohuckich festiwali filmowych, święta Kopca Wandy, otwarcia i prężnego działania 1949 Club i wielu, wielu innych. Pojawiły się też moje wystawy, wygrałem kilka większych krakowskich konkursów fotograficznych i dostałem stypendium na Akademii Fotografii w Krakowie, gdzie rozpocząłem studia.


W czasie AF szaleństwo trwało nadal. Portal Nowa Huta Non Stop zakończył swoją działalność, ale ja znalazłem się na etacie w Dzienniku Polskim. Moim bezpośrednim przełożonym był Maciek Kwaśniewski - fan Nowej Huty. Znów z aparatem u szyi godziłem czas pomiędzy studiami i pracą fotoreportera. Po codziennych śródmiejskich "obsługach" starałem się jeszcze szukać czegoś "u siebie". Odwiedzałem ośrodki kultury, placówki edukacyjne, muzea, kluby i robiłem zdjęcia, a potem namawiałem przełożonego, żeby upchnął choćby z krótkim tekstem. Często się udawało i ludzie znów czytali.

Niedawno udało mi się dostać na warsztaty do londyńskiej Magnum Photos. Do kwalifikacji wysyłałem oczywiście zdjęcia z Nowej Huty. Nawiązałem kilka fajnych znajomości i nie zamierzam na tym poprzestawać. Niestety jest to dość trudne - takie wyjazdy są bardzo kosztowne. Nauczyłem się, że nie ma co liczyć na krakowski magistrat i jego wydział kultury. Dwa razy byłem żebrać - niech mnie jakoś dofinansują albo choć zwrócą za przeloty - przecież pojechałem promować Kraków, w szczególności Nową Hutę. Odesłali mnie z kwitkiem. Obecnie dostałem się na studia na Instytut Twórczej Fotografii w Opawie (Czechy), zarabiam na kolejny wyjazd do Magnum. Oczywiście, że chcę pokazać Hutę! Moja fotografia już zawsze pozostanie narzędziem w walce o większy cel, bo czuję podskórnie, że tytuły gazet czekają tylko na to, aby przestano im patrzeć na ręce i powrócą do jakże chwytliwego "Morderstwo w Nowej Hucie".


Prawa autorskie: Grzegorz Ziemiański
Fotografie przedstawiają wspólnotę Ojców Cystersów na terenie różnych placówek w całej Polsce.